Nowe budownictwo po południowej stronie zachodniego odcinka ulicy

W budynku znalazła siedzibę kasa ubezpieczenia rolniczego KRUS

 

W tym samym miejscu na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX w na posesji rozciagającej się od Błonia (wówczas Daszyńskiego) do Kilińskiego zorganizowane zostało drugie przasnyskie przedszkole. Dzięki uprzejmości pani Aliny Lewandowskiej (Wronowskiej) z Gdańska mogę zaprezentować przedszkolny widoczek na tzw. "ogródek" i północną stronę zabudowy ulicy. Po prawej stronie parter domu Smolińskich, dalej dom Wojciechowskich i całkiem z lewej szczyt domu Zuzelskich. Ala wpatrzona w obiektyw. Budynek KRUS stoi dwie posesje na lewo, poza granicą posesji sąsiedniej, a także częściowo na niej, ale po przeciwnej stronie. Sąsiednia posesja należala wówczas do Karola Myślińskiego, później do Józefa Myślinskiego. Część działki od strony Kilińskiego została skomasowana z działką przedszkolną. Na placyku "przedszkolnym" postawiony został domek jednorodzinny sąsiadujący z domem Wernikowskich. Jego balkony widać na górnej fotografii.

(Sprawdziłem osobiście nocą 3 stycznia 2004 roku przejeżdżając tajnie na trasie Jora Wielka - Mrągowo - Szczytno - Przasnysz - Płońsk - Warszawa)




A oto wyjaśnienia, jakie nadesłała Ala Lewandowska z d. Wronowska na temat osób na fotografii.

"Zaraz za mną stoi Janek Kozłowski, Zbyszek (Siedlecki), a przy drugim stole przy Malinie Zenek Sachanowicz, ten który chodził z Tobą [ze mną A.M.] do jednej klasy. Na swojej stronie internetowej wspominałeś o pannach Żychowskich. Jagoda bawi się przy moim stole, Malina przy drugim. Te bliźniaczki są łatwe do rozpoznania, ponieważ miały obie długie włosy zaplatane po obu stronach głowy i pięknie podpinane warkocze. Kokard po obu stronach głowy zazdrościły im wszystkie dziewczyny. Pamiętam w grupie młodszej była też Elżunia ich siostra, podobnie uczesana."



I znowu Ala: "Kiedy przychodziła wiosna, pan woźny kopał mało urodzajna ziemię, a potem maluchy ją grabiły, wyrywały chwasty, jesienią zaś marcheweczki do przedszkolnego kotła. Radości było wiele, ponieważ uczyliśmy się na zielniku nazw roślin. Pewnie wtedy poznałam nazwę komosa (lebioda) i pokrzywa, rdest ptasi i bratek polny."

Od lewej za panią przedszkolanką (przypomniało mi się, jak nazywała się wychowawczyni w Przedszkolu nr 2 w latach pięćdziesiątych, otóż zdradziła mi to właśnie moja mama - nazywała się Zosia Grabowska) siedzą Ela i Jagoda Żychowskie, dalej z tą jaśniuteńką główką być może siedzi Mariusz Bondarczuk (dzięki za pozdrowienia i dobre słowo, proszę przekazać również serdeczności). Mnie chyba poznajesz, pochylona stoję w centrum zdjęcia. Na tej samej ścieżce (od lewej) siedzi moja siostra Basia, która chodziła do Liceum rok po Tobie t.j. w latach 1961 - 1965 [A.M.] i kończyła w Warszawie psychologię. Niestety w wieku 38 lat odeszła z tego świata,(...).

Po obejrzeniu fotografii Mariusz Bondarczuk napisał:

"Dzięki serdecznie za te urocze zdjęcia najdawniejszego przedszkola. Pamiętam, że "załapałem" się tam na - nie wiem - jak długo. Chodziłem tam jeszcze z (mieszkania przy) ul. Kilińskiego. Pamiętam właściwie tylko jedno, że kiedyś wlazła mi tam drzazga w pupę, bo "szorowaliśmy" tyłkami po niby wyfroterowanych podłogach. Gdyby nie to bolesne wspomnienie, to bym pewnie nic z tego przedszkola nie kojarzył. Mam gdzieś sfotografowany dom, w którym ono się znajdowało. Został rozebrany kilka lat temu. Na tym miejscu są chaszcze zielska i innego badziewia. Nie wiem, czy huśtawki stały w miejscu, gdzie jest dziś budynek KRUS. To było raczej obok, bowiem budynek KRUS stoi na części działki, która należała do mojego teścia Józefa Myślińskiego. Działka z przedszkolem sąsiadowała z ta działką, wiec huśtawki były ciut bliżej do patrzącego przez obiektyw."


27 września 2004 roku Mariusz Bondarczuk nadesłał kolejne zdjęcie przedstawiające grupę dzieci w różnym wieku pozującą na podwórku przedszkolnym. Fotografia pochodzi z albumu pana Ryszarda Smolińskiego, który na fotografii siedzi z akordeonem. Chłopcy noszą przedziwne (papierowe?) furażerki, do których salutują. Niektóre dziewczynki mają na głowach wianki z bibułkowych (?) kwiatów. Te rekwizyty sugerują jakąś odświętną sytuację (początek roku szkolnego?). Popołudniowe słońce i długie cienie wskazują na koniec lata lub wczesną jesień, jako porę roku, kiedy zdjęcie było robione. Opiekunka grupy na razie anonimowa. Kilka dziewczynek zostało rozpoznanych przez niezawodną w tej konkurencji Alę Lewandowską. Ala pisze:

"Jeżeli idzie o przesłane zdjęcie, to pewnie rozpoznałam ludzi, których Ty również rozpoznałeś. Od lewej ta dziewczynka trzymająca na ręku jakiegoś malucha, to Jagoda Żychowska, Malina jest schowana za akordeonistą, od strony basów akordeonisty stoi Elżunia Żychowska, poniżej Dziunia Budnicka - to wiesz ta z czarna, pieknie błyszczącą grzywką i obok niej w sukience w kratkę Jagoda Tomaszewska. Jaga ma głowę spuszczoną, przypomniałam sobie tę sukienkę w kratkę u Jagody... Chyba odnalazłam też siebie, popatrz na buzię z prawej strony chłopca w marynarskiej bluzie, toż to czysta Alunia! .



Powrót